Jak już wiecie z poprzedniego postu skorzystałam z zaproszenia i wyjechałam z Teściem na Mazury.
Pojechaliśmy samochodem. Droga minęła mi bardzo szybko bo podsypiałam prawie przez cały czas. Byłam zmęczona i jeszcze na kacu po wczorajszym wieczorze z koleżankami. Uznały, że skoro tak długo nie będziemy się widzieć to musimy się koniecznie napić. Wróciłam do domu późno i pod wpływem i zostało mi tylko kilka godzin snu.
W drodze nawet nie walczyłam z opadającymi powiekami. Po prostu usnęłam i mimo, że kilka razy po drodze się przebudzałam to tak na prawdę wstałam dopiero jak już byliśmy na miejscu.
Oniemiałam jeszcze przed wyjściem z samochodu. Teść musiał zająć się bagażami bo mnie całkowicie zatkało. Na działce był piękny drewniany domek położony niemalże nad brzegiem jeziora wgłąb którego prowadziło drewniane molo.
Na tej samej działce był jeszcze jeden dom, nieco większy i widać było że całoroczny. W przeciwieństwie do drewnianego, który wyglądał na letniskowy. Z większego na spotkanie wyszedł nam właściciel. Na oko 60kilkuletni mężczyzna z widoczną siwizną i niedużym, ale odznaczającym się pod koszulką brzuszkiem piwnym.
Panowie przywitali się wylewnie jak dawno nie widziani przyjaciele po czym zwrócili się w moją stronę.
- Bartek, pozwól że Ci przedstawię. To moja synowa Ola.
- Dzień dobry Panu - powiedziałam wyciągając dłoń na powitanie.
- Po co te formalności? Tu wszyscy jesteśmy po imieniu - odpowiedział chwytając moją dłoń i delikatnie acz stanowczo ją ściskając.
- Zapamiętam na przyszłość - powiedziałam z uśmiechem.
Zaprowadził nas do domku. W środku był salon bardzo ciekawie i przytulnie urządzony z kominkiem w centralnym miejscu głównej ściany. Na parterze była też łazienka i kuchnia, a na piętrze dwie sypialnie.
Kiedy Teść już włożył swoje bagaże do jednej a moje do drugiej sypialni gospodarz zaprowadził nas na zewnątrz. Podeszliśmy do molo. Z przed domu widać było że jest przy nim zacumowana drewniana łódka, ale dopiero jak przeszliśmy za dom od strony jeziora zobaczyliśmy, że tuż obok stoi bardziej nowoczesny, może nie jacht ale "jachcik".
Bartek od razu powiedział, że możemy z obu korzystać jeśli mamy ochotę. Dodał również, że co prawda on za chwilę musi jechać do miasta załatwić parę spraw i wróci dopiero wieczorem, ale my koniecznie musimy wypłynąć bo szkoda zmarnować taką pogodę, a rzeczywiście było bardzo ciepło i słonecznie.
Teść jeszcze został żeby odebrać instrukcje kierowania łodzią, a ja poszłam do pokoju żeby się rozpakować i przygotować.
Weszłam do pokoju. Oprócz dużego dwuosobowego łóżka była w nim szafa z drzwiami przesuwnymi, na których były lustra i szafka z czterema szufladami.
Bardzo nie lubię żyć na walizkach, więc zacząłem się rozpakowywać i rozkładać rzeczy w szafie i szufladach. Mieliśmy być tam tylko tydzień, ale ja musiałam być gotowa na wszystko więc spakowałam się w dwie dosyć spore walizki.
Kiedy kończyłam usłyszałam, że Teść wchodzi do swojego pokoju. Minęło dosłownie kilka minut, jeszcze wybierałam który kostium założyć, a on już wyszedł.
Zszedł na dół i zobaczył, że mnie nie ma więc krzyknął.
- Ola za ile będziesz gotowa?
Spojrzałam na łóżko na którym rozłożyłam kostiumy.
- Trzy minuty - odpowiedziałam bez przekonania.
- Czekam.
Ostatecznie wybrałam dwuczęściowy pomarańczowy komplet w żółte małe kwiatki. Góra była wiązana za szyją (ale równie dobrze mogła być używana bez wiązania i ramiączek) i figi.
Zeszłam na dół po około dziesięciu minutach. Teścia oczywiście już nie było.
Wyszłam na zewnątrz. Jak każdy facet jarał się nową zabawką więc oczywiście już był na łodzi.
Podeszłam bliżej po molo. Kiedy mnie zauważył pomógł mi wejść. Usiadłam na "tylnej kanapie" obok której stała podręczna lodówka z doczepioną kartką "Częstujcie się :-)". Nie trzeba mnie było dwa razy namawiać. Otworzyłam ją i od razu wyciągnęłam zimne piwo. Zdjęłam kapsel i wzięłam łyka - tego mi było trzeba na kaca.
Teść był całkowicie pochłonięty sterowaniem, a ja oddawałam się błogiemu lenistwu.
Pływaliśmy w tą i z powrotem. Zdążyłam wypić jedno piwo i sięgnąć po kolejne. Chwilę po tym jak je otworzyłam Teść zatrzymał łódź i zgasił silnik. Byliśmy na środku jeziora.
Podszedł do lodówki wyciągnął piwo, otworzył je i usiadł koło mnie. Bez słowa wziął łyka.
Siedzieliśmy dłuższą chwilę w milczeniu rozkoszując się świetną pogodą i ciszą jaka była dookoła. Najbliższe łódki i kajaki pływały wzdłuż brzegu.
Nie miałam przy sobie zegarka więc nie wiem ile czasu minęło, oboje wypiliśmy mniej więcej po pół piwa gdy Teść położył rękę na moim udzie. Wiedziałam, że prędzej czy później do tego dojdzie i tego się spodziewałam.
Najgorsze było jednak to, że jak to mawiają panowie "bolała mnie głowa", byłam jeszcze na kacu i po prostu wiedziałam, że jeśli do czegoś dojdzie to nie będę miała z tego żadnej przyjemności.
Szybko przejęłam inicjatywę. Wstałam i szybko usiadłam Teściowi na bokiem na kolana. Chwyciłam jego dłonie i przesunęłam za plecy co miało oznaczać - nie możesz mnie dotykać. Od razu zrozumiał. Schował ręce za plecy i czekał na mój ruch.
Pocałowałam go w usta, najpierw tylko lekko drażniąc wargi potem coraz namiętniej z języczkiem. Podgryzałam delikatnie jego wargi. Poczułam na pośladku, że powoli robi się twardy. Na to czekałam.
Wstałam i rozchyliłam jego uda po czym stanęłam między nimi. Pochyliłam się i ścisnęłam piersi na jego twarzy. Zaczął je lizać i całować. Rozwiązałam stanik na karku i zsunęłam go z piersi. Chwyciłam je w dłonie i podstawiłam pod jego twarz. Od razu zaczął na przemian ssać jeden i drugi sutek. Kiedy to robił ja położyłam dłoń na jego kroku i masowałam kutasa przez spodenki.
Wyprostowałam się zabierając mu piersi sprzed twarzy. Nie czekając na jego ruch uklękłam i chwyciłam jego spodenki w pasie dając mu znać że chcę je ściągnąć. Uniósł się parę centymetrów w górę by mi to ułatwić. Gdy już spodenki leżały na jego kostkach a jego kutas dumnie prężył się przed moją twarzą zabrałam się do dzieła.
Najpierw chwyciłam go w dłoń i zdecydowanym ruchem ściągnęłam napletek. Cały czas trzymając go u nasady pochyliłam głowę i wzięłam go do ust. Od razu po tym jak moje wargi dotknęły jego przyrodzenia bardzo sugestywnie westchnął.
Powoli nabijałam się na niego i gdy główką dotknęłam do gardła głośno jęknął a potem dodał
- Bardzo mi tego brakowało Olu...
To prawda, w tym momencie sobie uświadomiłam, że minęło naprawdę sporo czasu od naszego ostatniego razu.
Dalej obciągałam go wargami przez kilka minut cały czas nie wypuszczając główki z ust. Kiedy przerwałam przysunęłam się bliżej. Jego kutas był cały mokry od mojej śliny, więc kiedy objęłam go piersiami od razu bardzo gładko się między nimi ślizgał. Schyliłam się by złapać główkę do ust, a Teść jak zawsze w takich chwilach przejął ruchy biodrami. Trzymałam piersi zaciskając je na penisie i mocno ssałam główkę, a on mnie "ruchał".
Nie potrzebował dużo czasu by dojść. Dosłownie po chwili gorące strugi spermy zalały moje usta. Zacisnęłam mocniej wargi by nie wypuścić ani kropelki.
Po dłuższej chwili skończył drżeć i przestał się ruszać, a ja powolutku wysuwałam kutasa z ust. Uroniłam dosłownie kilka kropel. Patrząc Teściowi prosto w oczy otworzyłam usta i wysunęłam języczek by mógł dokładnie zobaczyć ile soczku wyprodukował. Kiwnął głową z aprobatą a ja zamknęłam usta i połknęłam wszystko.
Wstałam i założyłam z powrotem górę kostiumu. Usiadłam obok Teścia i łyknęłam moje piwo. Już było ciepłe więc sięgnęłam po kolejne.
Z nowym piwem w dłoni rozejrzałam się dookoła. Nadal nikogo w pobliżu. Uśmiechnęłam się do siebie i zamknęłam oczy by rozkoszować się chwilą.
Skoro tak rozpoczął się mój trzytygodniowy "urlop" to teraz może być już tylko lepiej - pomyślałam.